RSS
 

Archiwum z dnia 12 września 2018

Rafał Dębski – Żelazny kruk

12 Wrz

Rafała Dębskiego nie znam. Nie czytałam wcześniej żadnej jego powieści (byłam jak przysłowiowa tabula rasa, żadnych uprzedzeń ani żadnych oczekiwań), a Żelazny Kruk wpadł w moje ręce tylko dlatego, że mam nastoletnie dzieci i zainteresował mnie temat lansowanej na facebooku nowości. Nie przeczytałam również nic o samym autorze, co jest niewątpliwym dziwactwem u osoby, która nagminnie wertuje strony BiblioNETki w poszukiwaniu informacji o książkach. I dobrze, bo jakbym tam zajrzała, to pewnie bym się nie zgłosiła do recenzowania Żelaznego Kruka – a czego jak czego, ale tego powiedzieć nie mogę, że żałuję…

To historia 14-letniego Evaha, syna myśliwego, którego sielankowy (prawie sielankowy – z dokładnością do konfliktów z wioskowym osiłkiem) świat zostaje zburzony jednej nocy, gdy na osadę spada Żelazny Kruk zabijając ojca i porywając matkę. Nikt z wioski, poza Evahem i jego malutką siostrzyczką nie ocalał. Chłopiec postanawia się zemścić i wyrusza na poszukiwanie potwora.

Czym (albo kim?) jest Żelazny Kruk? Nie wiadomo. Tych terenów jak dotąd nigdy nie pustoszył. Był tylko legendą, w którą nawet niewielu wierzyło. Aż do czasu. Dębski umiejętnie buduje atmosferę niewiadomego i podsyca naszą ciekawość.  Bo my, ludzie współcześni, znamy osiągnięcia techniki i doskonale zdajemy sobie sprawę z tego, że za fasadą postaci przerażającego potwora kryje się coś więcej, coś, co jest obce średniowiecznej społeczności, ale niekoniecznie jest pełne magii.

Żelazny Kruk to powieść z popularnego ostatnimi czasy gatunku ocierającego się o historię fantasy. Niby średniowiecze, ale nie do końca. Niby znajomy ten świat, ale to nie nasze ziemie. I choć nie ma tak wyraźnych aluzji do rzeczywistości jak np. w Zwiadowcach Johna Flanagana, to jednak czujemy, że zdecydowanie nie jest to fantasy w stylu Tolkiena.

Czas może powiedzieć, czy mi się podobało. Generalnie tak. Pióro lekkie, akcja niczego sobie – rozwija się całkiem przyzwoicie, nie za szybko, nie za wolno. Trochę czego innego się spodziewałam po przeczytaniu zajawki na okładce (Evah spotyka tylko jednego chłopca, z którym połączy go przyjaźń a o żadnym Władcy Piorunów nawet nie znalazłam śladu) – domyślam się jednak, że ten krótki opis odnosi się do całej serii, nie tylko do pierwszego tomu. Poza tym to czytelnik sam powinien – i zdecydowanie jest w stanie – domyślić się, że Żelazny Kruk nie jest bestią (a nie przeczytać o tym na okładce) i w ten sposób odbierany jest mu ten smaczek odzierania książki z tajemnicy. No trudno. Spojlery się zdarzają.

Evah jest postacią zdecydowanie pozytywną, niemniej trochę szkoda, że na kryształowym jego charakterze nie ma rys. Przelatuję w pamięci jego wybory, jego myśli i naprawdę trudno mi znaleźć w nim jakąś słabość. Niby myśli o sobie (przynajmniej czasami), że jest tylko słabym chłopcem, niemniej jego postawa i czyny to postawa i czyny dorosłego, dojrzałego mężczyzny, który nie obrócił swej duszy ku marnościom. Na plus mogę zaliczyć ukazanie jego delikatnej (niestety tylko delikatnej) przemiany – na początku bardzo chciał pomścić rodziców, pod koniec pierwszego tomu przede wszystkim chce ratować świat – ale to bardzo delikatna przemiana, tak jakby autor bał się wszelakich kostropatości duszy swojego bohatera i już na początku, zemsta zemstą, ale o ratowaniu świata przed bestią też jest mowa. To wszystko sprawia wrażenie, że Evah jest po prostu zbyt idealny. Ale mimo to fakt ten nie psuje zbyt mocno odbioru całości.  Za to Grzywa ma trochę brudu za paznokciami – choć też w moim osobistym odczuciu zbyt mało. Jest zbyt dobry. Niby ma lepkie palce, ale serce ze złota. Jest na wskroś przewidywalny. Obaj są na wskroś przewidywalni…

Ciekawostką jest próba wykreowania jakiejś synkretycznej religii. Najpierw poznajemy bóstwa – niemal jak za czasów rzymskich – ten od prawdy, ten od złodziei i kupców, ten to małżonek jakiejś bogini itd. Do tego modlitwy myśliwego, który przeprasza swoją ofiarę. Bogowie i Przedwieczni (czy to komuś nie przypomina H.P.Lovecrafta? – nie, to chyba tylko przypadkowe podobieństwo. W pierwszym tomie w zasadzie niczego nie dowiadujemy się o Przedwiecznych a bogowie chyba raczej nie są tacy źli). No i na koniec Ojciec Przedwiecznych. I tu mnie autor zaskoczył na plus, bo co prawda otrzymujemy  niemal klasyczne wyznanie pandeizmu (choć w świecie pomniejszych bóstw) to jednak uważa, że Boga należy przede wszystkim wielbić i za wszystko Mu dziękować.

Podsumowując – nie jest to pozycja porywająca, daleko jej do moich ulubionych Zwiadowców czy Drużyny, ale też nie jest zła. Właśnie położyłam przeczytaną książkę na biurku mego syna – myślę, że będzie mu się podobała. Sama też chętnie sięgnę po kolejne tomy, jeśli tylko będę miała taką możliwość.

 


Dziękuję wydawnictwu Jaguar za przedpremierowe udostępnienie egzemplarza książki.

 

 
Możliwość komentowania Rafał Dębski – Żelazny kruk została wyłączona

Kategoria: Bez kategorii