RSS
 

Brandon Mull – Baśniobór

07 sty

basniobor-brandon-mull_179265Uff, przeczytałam, wreszcie przeczytałam i to wszystkie 5 tomów! :)

Przez wiele wieków czarodziejskie istoty ukrywały się w tajemnym miejscu zwanym Baśnioborem, który jest dziś jedną z ostatnich przystani prawdziwej magii. Czarodziejską? Oczywiście. Ekscytującą? Jasne. Bezpieczną? Cóż, właściwie wręcz przeciwnie.

Kendra i jej brat Seth nie mają pojęcia, że ich dziadek jest obecnym opiekunem Baśnioboru. W otoczonym murami lesie pradawne reguły wprowadzają porządek między chciwymi trollami, złośliwymi satyrami, kłótliwymi wiedźmami, psotnymi chochlikami i zazdrosnymi wróżkami. Gdy jednak zasady te zostają złamane, ujawniają się potężne moce zła, a Kendra i jej brat muszą zmierzyć się z największym w swym życiu wyzwaniem, by uratować rodzinę, Baśniobór, a może i cały świat…

To „uff” wcale nie oznacza, że czytanie było trudne. Choć może właśnie tak, było trudne. Trudno było się oderwać od książki, trudno było, bo robota leży odłogiem, a tu na czytanie się zbiera, trudno było, bo oczy się same kleiły do snu, a dusza czytać chce. Trudno było żyć z nieprzeczytanym Baśnioborem. Ale wreszcie mam to za sobą, mogę nadrobić zaległości w domu (dobrze, że szkoły nie było, bo byłyby i dzieci niedopilnowane). Tylko jakoś mi smutno, że to już koniec i jakoś nic narazie nie chce mi się innego czytać. Skończyłam smakować Baśniobór – teraz go w błogostanie trawię i małmazyją mi się odbija :-)

Gdy czytałam pierwszy tom przyszedł mi na myśl Harry Potter. Magia, dzieci, walka dobra ze złem, baśniowe stwory – pomyślałam wtedy, że to taka lekka podróbka – mocno pozytywna (o czym za chwilę) – ale jednak podróbka. Drugi tom mnie zaskoczył już o wiele bardziej pozytywnie – i pod względem akcji, i pod względem przekazu. Po pięciu tomach już nie pamiętam dlaczego wydawał mi się podróbką Harrego Pottera. Uważam go za dużo ciekawszą powieść, z dużo większą dawką morale, (która jest jednak tak ściśle związana z powieścią, że nie czuje się nawet cienia umoralniającego smrodku) niż Harry Potter.

Moja siostra – odnośnie porównania z Harrym Potterem – zapytała mnie „to juz czarodzieje, wrozki, duszki, irtyki i czary przestaly byc problemem?”. No właśnie. Przestały. A może nigdy same w sobie nie były, tylko Joanne K. Rowling trochę – jakby tu powiedzieć – wypaczyła podejście do nich. A Brandon Mull sprowadził wszytko na właściwe tory.

Wasze dziecko – po przeczytaniu Baśnioboru – nie będzie Was postrzegało jako bezwartościowych Mugoli, nie będzie marzyło o tym, że tak naprawdę jest adoptowanym małym czarodziejem, nie będzie szukało magii ani tym bardziej szkoły magii (bo dowie się z tej książki, że ludzie nie używają magii), dowie sie czym może sie skończyć pochopne ufanie nieznajomym, nawet wtedy, kiedy wydaje się, że Ci pomogli, pozna czym jest zdrada ale także to, że winę można odkupić, dowie się też, że odkupienie winy nie polega na tym, że okażesz skruchę i wszyscy Ci od razu wybaczą i radośnie zaufają – dowie się, że trzeba sobie na ponowne zaufanie zapracować i że warto taki trud podjąć, przekona się, że można się podnieść nawet po najgorszej klęsce i że nie warto oglądać się do tyłu lecz trzeba myśleć jak posprzątać bałagan, który się narobiło. I tak dalej. Treści, które Baśniobór przekazuje czytelnikowi jest naprawdę wiele. A do tego wszystkiego znajdziecie tam furę baśniowych stworzeń (centaury, wróżki, golemy, najady, harpie, smoki, czarodzieje, jednorożce). Znajdziecie też demony. I dowiecie się, że nie ma białej czy też czarnej magii – są tylko stworzenia światła lub mroku. I to jest właśnie to, za co lubię Baśniobór. A nie lubię Harrego Pottera.

 
1 komentarz

Kategoria: Książki

 

Marcin Przybyłek – Gamedec

16 paź

gamedec

Ludzkość końca XXII wieku jest podzielona: jedni żyją w realium, inni wybierają sieć. Gry zaspokajają wszelkie ludzkie potrzeby. To kosmiczne loty i baśniowe przygody, areny e-sportowe, nawiedzone domy, nielegalne tereny łowieckie i miasta zboczeńców. Ale tam, gdzie są ludzie, pojawiają się też problemy. Rozwiązuje je Torkil Aymore. Gierczany detektyw. GAMEDEC.

„Granica rzeczywistości” to pierwsza część całego cyklu o Torkilu Aymore. Ten pierwszy tom to jakby wprowadzenie do krainy fantacji autora – wizji przyszłości rodzaju ludzkiego. Torkil jest tu ledwo wiążącym koniec z końcem detektywem, który przyjmuje zlecenia dotyczące różnych problemów w wirtualnych rzeczywistościach i stawia im czoło. Jest to zbiór opowiadań kryminalnych z wartką akcją, ciekawym językiem, zaskakującą fabułą. Sięgnęłam po książkę z powodu premiery gry planszowej, a jak już ją przeczytałam to sięgnęłam po następne tomy.

Już w tym pierwszym tomie jest sporo fantazji – de/rewitalizacja, granie całymi tygodniami, życie pigułkami, całkowite odczucie reality w wirtualu. A dalej jest niestety jeszcze gorzej…. nastepne książki przynoszą egzoszkielety, ciała hodowane na zamówienie, nieśmiertelność i oczywiście teorię spiskową świata :)

Drugi tom („Sprzedawcy lokomotyw”) jest już całością, w którym prym wiodą rozgrywki z Mobilenium. Po trzecim („Zabaweczki” –  który jest nie tylko całością samą w sobie, ale wręcz kontynuacją poprzednich), w którym Torkil się … roztroił – wymiękłam.

To jest pierwszy przypadek w moim średniodługim życiu, w którym pierwszej ksiażce wystawiłam ocenę wybitną, drugiej co najwyżej dobrą, trzeciej – poniżej przeciętnej, a następnych nie mam ochoty czytać… Po lekturze trzeciej części zaczęłam się zastanawiać, czy mam jeszcze ochotę  grać w Gamedeca jak przyjdzie…. nie zamierzam więc czytać dalej, bo się jeszcze okaże, że nawet gry nie rozpakuję. Chciałabym zapamiętać Torkila Aymore jako Sherlocka Holmesa XXII wieku, a nie lowelasa, przeskakującego z ciała do ciała i uganiającego się po całej galaktyce w co najmniej dziwacznej walce z niewiadomokim.

 
 

Peter V. Brett – Cykl demoniczny

30 sie

petervbrettNie będę pisać o całym cyklu demonicznym, jak na razie mam na swoim koncie oba tomy „Malowanego człowieka” oraz oba „Pustynnej włóczni” . Podejrzewam jednak, że mój osąd nie będzie się wiele różnił od poprzednich części. A jest to osąd zdecydowanie pozytywny.

Jest to opowieść s-f  o przyszłości – po erze nauki nastała era ciemności, świat po zmroku opanowały odchłańce (demony), ludzie nie potrafią z nimi walczyć, chowają się za magicznymi symbolami (tzw. runami), ale to też nie zdaje się na wiele, bo wystarczy delikatna wyrwa w osłonie (zatarty symbol, przysłonięty fragment runu) i odchłańce przebijają barierę krwawo atakując ludzi. A ci, co przeżyją atak wcale nie są szczęśliwcami – atak demonów zostawia tak głęboki odcisk na psychice, że wielu z nich odbiera sobie życie.

Jednak są ludzie, którzy nie kulą się ze strachu. Malowany człowiek opowiada o Arlenie, który chce z nimi walczyć, o dziewczynie imieniem Lesha – nieustraszonej zielarce oraz o Rojerze, który potrafi wydobyć magię z muzyki. Tych troje połączy się w następnych tomach, aby walczyć i uczyć innych walczyć. Pustynna włócznia zaś to opowieść o Krasjanach – ludu pustyni, którzy jako jedyni z ludzi zachowali zdolność walki z odchłańcami. A także ich relacjach z Thesanami i wojnie (nie tylko z odchłańcami), która się zbliża.

Książki wielokrotnie wspominają Wybawiciela, który podarował ludziom runy wojenne i uwolnił świat od demonów, a które to runy zostały z biegiem czasu zapomniane i zagubione. Jednak w religii Krasjan wybawiciel wygląda zupełnie inaczej niż u Thesan. Wypisz wymaluj Chrystus kontra Mahomet. Do tego wszystkiego ludzie oczekują nowego Wybawiciela (ta ksiażka to również opowieść o dojrzewaniu pewnego człowieka do roli Wybawiciela) – czyżby „powtórne przyjście”? Książka ma sporo podtekstów religijno-filozoficznych – jeśli będziemy ją odbierać jak książki C.S.Lewisa, to mi się pewne konkluzje w niej nie podobają (ugh, New Age taki, że zęby bolą) ale jeśli ograniczymy się jedynie do płaszczyzny fantastycznej – to jest nieźle.

Cześć pierwsza podobała mi się bardziej – co prawda tom pierwszy dopiero rozwijał akcję, długo trzeba było czytać, żeby dojść do stanu, kiedy nie można się oderwać, ale jak już się rozwinęła, to przeszła samą siebie :) Pustynna włócznia podobała mi się już mniej, postaci zaczynają się spłaszczać, zaczynają być przewidywalne. A i coraz więcej dymku filozoficznego się robi. Ale nadal wciąga. Ciekawa jestem jaka będzie trzecia część (Wojna w blasku dnia). Już się nie mogę doczekać…

 
 

John Flanagan – Drużyna

25 sie

druzyna1Drużyna (do tej pory wydane zostały trzy tomy – Wyrzutki, Najeźdźcy oraz Pościg) to w pewnym sensie bliźniacza seria do Zwiadowców. Opowiada o losie skandyjskich chłopców, którzy utworzą drużynę i będą razem przeżywać swoje przygody. Tom 1. Wyrzutki – bo wszyscy chłopcy są w pewnym sensie wyrzutkami – przywódca Hal, bo jest pół-krwi arauleńczykiem (czyli pół-rodakiem Willa Zwiadowcy), wiecznie kłócący się bliźniaki, olbrzym, który prawie nic nie widzi, syn złodzieja, napiętnowany rodzinną niesławą…  Ale ci chłopcy potrafią stawić czoła trudnościom, nie poddają się i są bardzo honorowi. Dzięki temu – będziemy mieli o czym czytać przez długie wieczory, bo przygoda pociąga za sobą przygodę, a przy okazji spotkamy co jakiś czas starych znajomych ze Zwiadowców. Dobra pozycja, czekamy na więcej.

 
 

John Flanagan – Zwiadowcy

25 sie

zwiadowcy1

Osadzona w fikcyjnym, stylizowanym na średniowiecze, świecie powieść przygodowa dla nastolatków.

Przyszłość piętnastoletniego Willa, wychowanka sierocińca, zależy od decyzji możnego barona. Szkoła Wojowników bądź proza chłopskiego życia, miecz i zbroja, albo oporządzanie trzody… Will bardzo chciałby zostać rycerzem. Problem w tym, że do władania ciężką bronią potrzebna jest krzepa i siła fizyczna, a ich chłopakowi brak. Niewysoki i drobny, regularnie zbiera cięgi od większych kolegów. 

Los Willa wydaje się być przesądzony (witajcie świnki, witajcie zagony, żniwa i wykopki!), gdy nieoczekiwanie ktoś wyraża chęć zaopiekowania się sierotą. Tajemniczy Halt proponuje chłopcu przystanie do zwiadowców – okrytej złą sławą grupy ludzi, o których krążą rozmaite legendy. Ponoć zwiadowcy parają się mroczną magią, potrafią stawać się niewidzialni. Ludzie patrzą na nich ze strachem i niechęcią. 

Nie taki los wymarzył sobie Will, ale wszystko wydaje się lepsze od wejścia w skórę pokornego pańszczyźnianego chłopa. Początek nauki u Halta to jednocześnie początek wielkiej przygody, prawdziwej męskiej przyjaźni oraz walki na śmierć i życie.

W następnych tomach Will staje do walki z niezwyciężonym baronem Morgaratem, staje się jeńcem w dalekiej i zimnej Skandii, prowadzi oblężenie twierdzy wypowiadającej posłuszeństwo królowi a nawet wyprawia się do dalekiej krainy spieczonej słońcem i pokrytej piaskiem. Przeżywa kolejne przygody, ale to nie tylko wartka akcja i ciekawy, często pełen humoru styl Johna Flanagana stanowi o wartości książki. Will jest zwyczajnym chłopakiem, który nie ma wybitnych zdolności ani ukrytego arystokratycznego pochodzenia – atutów znanych z najbardziej znanej literatury  – ale ciężko pracuje i dzięki swojej pracy oraz uporowi staje sie tym kim się staje. Nie jest chodzącym talentem, któremu wszystko się udaje – bywają w książce zwroty akcji, ponieważ Willowi coś nie wyszło 😉 ale to nie przeszkadza mu walczyć dalej szukać innego rozwiązania. I to kolejna zaleta tej książki dla młodego czytelnika. To samo tyczy się jego przyjaciół, którzy …. nie od początku byli przyjaciółmi.

Trudno się od książki oderwać. Ja i moja córka czytałyśmy po nocach. I czekamy na kolejny, tym razem 12-ty tom. Naprawdę warto.

 
 

Anne Rice – Dar wilka

02 cze

 

Anne Rice Dar wilkaDar wilka do książka, w której autorka powraca – jak córka marnotrawna – do swoich ulubionych, gotyckich klimatów. Jest to temat przewodni – młody chłopak na skutek przykrego wydarzenia dziedziczy tajemniczą posiadłość, a co najważniejsze – otrzymuje dar – dar wilka. Zostaje bowiem pogryziony przez dziwne zwierzę, które później okazuje się być Człowiekiem-Wilkiem i przez lwią część książki towarzymy mu w poznawaniu jego nowej natury. Dla autorki powieść ta staje się również okazją do wplatania wątków filozoficzno-religijnych (czyżby echa cyklu Chrystus Pan?) oraz scen erotycznych (może niekoniecznie bardzo mocnych, ale jednak nie dla dzieci). Mam wrażenie, że w tej książce spotykają się wszystkie główne nurty twórczości Anne Rice.

Sama książka mi się szalenie podoba. Mam tylko dwa zastrzeżenia – po pierwsze wolałabym, żeby motywy erotyczne i brutalne (opisy „polowania”) były mniej dosłowne. Po drugie – zakończenie to kilkunasto (a nawet lekko kilkudziesięcio) stronicowy esej filozoficzny. Mam kłopoty z przebrnięciem. Cenię sobie nagłe zakończenia, w którym przemyślenia i wyjaśnienia nie zajmują więcej niż kilka kartek. Poza tym – naprawdę dobra książka, trudno się oprzeć.